Termin: 03-10.06.2017
Jednostka: Sun Odyssey 519 + Bavaria 45 + OCeanis 50
Ilość uczestników: 31 osób

Barbara Bącal

Rejs zaczęliśmy od podroży autokarem. W drodze do mariny, w której stały nasze jachty, zrobiliśmy kilkugodzinny przystanek w Pizie. Trochę czasu na zrobienie pamiątkowego zdjęcia jak podtrzymuje się Krzywą Wieżę ( mało kto wie, że jest to dzwonnica katedralna w Campo dei Miracoli), włoska pizza na obiad, na deser włoskie lody i w drogę. Wieczorem po dotarciu do mariny, zaokrętowaliśmy się na jachty, zaształowaliśmy rzeczy i podziwiając malowniczy zachód słońca czekaliśmy na kolejny dzień. Dzień wyjścia w morze ☺

Po krótkim szkoleniu z podstawowych zasad bezpieczeństwa oraz gdzie, co i po co jest na jachcie, ruszyliśmy w kierunku Elby. Pierwszym miejscem postoju był port Portoferraio. Znajduje się tu Villa dei Mulini – budynek będący miejscem zesłania Napoleona w 1814 roku. Chętni mogli przejść po fortyfikacjach, zażyć kąpieli na pięknej, choć maleńkiej plaży.

Kolejny postój mieliśmy na małej wysepce Capraia , która znajduje się na północny zachód od Elby. Spokojna, niewielka marina umiejscowiona jest na uboczu, ale spacer kamienistą ścieżką do miasteczka wart jest trudu pokonania kilkunastu metrów stromego podejścia. Wąskie uliczki, kolorowe budynki i mnóstwo dekoracyjnych bibelotów tworzą tu klimat typowej, włoskiej miejscowości.

Następny dzień, to podróż na Korsykę. Pogoda nieco się pogorszyła, jednak dobry humor dopisywał nam do końca dnia. Bastia, to tam zatrzymaliśmy się na noc, jest głównym miastem/portem handlowym i przemysłowym na Korsyce. Stare miasto, to przede wszystkim wiekowa przystań dla łodzi i jachtów (my zatrzymaliśmy się w marinie Toga), katedra Ste Marie z XVII wieku oraz średniowieczna twierdza.

Po krótkiej wizycie we Francji przyszła kolej na powrót na Elbę. Był to najbardziej wietrzny dzień podczas całego rejsu. Obfitował nie tylko w żeglarskie emocje, ale z wiatru i fali ucieszyły się również delfiny, które przez jakiś czas bawiły się z nami w chowanego. Na miejsce cumowania wybraliśmy Marinę Marciana – uroczy kurort na północy wyspy.

Ostatnim miejscem postoju przed powrotem na kontynent było Porto Azzurro. Woda w okolicy rzeczywiście jest (l)azzurrowa ☺ Finalny wieczór rejsu uwieńczyła uroczysta kolacja i wspólne śpiewanie przy akompaniamencie gitary. I tylko trochę było smutno, że jutro przyjdzie nam się rozstać…

Rejs zakończyliśmy w porcie wyjścia czyli Marina di Scarlino. Szybko i sprawnie zdaliśmy jachty, zapakowaliśmy rzeczy do autokaru i trzeba było ruszyć w drogę powrotną. Przed nami wiele kilometrów do domu, każdy już powoli zaczynał myśleć o codzienności czekającej w Polsce. Rejs się skończył. Zostały za to piękne wspomnienia i oczekiwanie na kolejne wyjście w morze …☺